Jimek najwyraźniej miał przeczucie, że coś może pójść nie tak, jeszcze zanim doszło do głośnej wpadki na koncercie „Historia Polskiego Hip-Hopu”. Jimek w wypowiedzi sprzed wydarzenia zdradził, że miał pewne wątpliwości co do możliwości wokalnych jednego z zaproszonych gości.
Koncert, który miał być triumfem Jimka
Symfoniczny koncert „Historia Polskiego Hip-Hopu” był dla Jimka projektem, w który włożył ogromną ilość pracy i przygotowań. Wydarzenie zgromadziło dziesiątki tysięcy widzów i miało być hołdem dla polskiej sceny rapowej, wykonanym w towarzystwie orkiestry. Ostatecznie jednak recenzje koncertu okazały się mieszane, a spora część komentarzy skupiła się na jednym konkretnym momencie występu.
Chodzi o wykonanie utworu „Flary” przez Oskara z PRO8L3M’u, w którym pojawiają się partie wymagające umiejętności wokalnych. Interpretacja artysty w tych fragmentach wywołała lawinę krytycznych komentarzy w internecie, a wielu widzów wprost pisało, że trudno było jej słuchać.
Jimek już wcześniej miał wątpliwości
Jak się okazuje, Jimek już przed koncertem sygnalizował, że współpraca z Oskarem przy tym konkretnym utworze może być ryzykowna. W rozmowie sprzed wydarzenia kompozytor wspominał o obawach związanych z tym, jak artysta poradzi sobie z materiałem, który wykracza poza jego standardowy, typowo rapowy styl wykonania.
Mimo tych wątpliwości Oskar ostatecznie zdecydował się wykonać „Flary” na żywo przed symfoniczną orkiestrą i kilkudziesięciotysięczną publicznością, ubrany w elegancką stylizację, zupełnie inną niż jego codzienny wizerunek sceniczny. Efekt artystyczny nie spotkał się jednak z entuzjastycznym odbiorem u zgromadzonej publiczności ani wśród internautów śledzących relacje z wydarzenia.
Co teraz z materiałem z koncertu?
Otwartym pytaniem pozostaje, jak do całej sytuacji podejdą montażyści telewizji, w której koncert ma zostać wyemitowany w październiku. Nagranie występu, wraz z dyskutowanym fragmentem, trafi bowiem na antenę ogólnopolskiej stacji, co może dodatkowo podsycić dyskusję wokół tego momentu wydarzenia jeszcze przed jego telewizyjną premierą.
Sprawa pokazuje też szerszy problem, z którym mierzą się organizatorzy dużych, symfonicznych projektów łączących rap z orkiestrą – dobór repertuaru i wykonawców pod kątem ich realnych możliwości wokalnych bywa równie istotny, jak sama koncepcja artystyczna całego wydarzenia i jego oprawa muzyczna.
Dyskusja o granicach rapowego wykonawstwa
Sytuacja z koncertu Jimka wpisuje się w szerszą dyskusję, która od pewnego czasu toczy się wokół polskiej sceny – o tym, czy raperzy przyzwyczajeni do pracy w studiu z pomocą produkcji i poprawek są w stanie utrzymać ten sam poziom podczas dużych, żywych występów przed ogromną publicznością. Ostatnie miesiące przyniosły już kilka podobnych, głośno komentowanych momentów z udziałem innych wykonawców polskiej sceny.
Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, że tego typu wydarzenia mogą w przyszłości skłonić organizatorów dużych koncertów do dokładniejszego doboru repertuaru pod kątem faktycznych możliwości wykonawców, zwłaszcza gdy w grę wchodzi występ z żywą orkiestrą, gdzie nie ma miejsca na poprawki znane ze studia nagraniowego.
Więcej o wydarzeniach i kulisach największych koncertów polskiej sceny hip-hopowej znajdziecie na Odsłuch, gdzie regularnie relacjonujemy najważniejsze wydarzenia z kraju. Nagranie koncertu „Historia Polskiego Hip-Hopu” będzie można obejrzeć jesienią w telewizji, a szczegóły emisji powinny pojawić się na oficjalnych kanałach stacji, między innymi na jej Instagramie.
Jimek jako łącznik pokoleń polskiego rapu
Sam projekt „Historia Polskiego Hip-Hopu” od początku był ambitnym przedsięwzięciem – Jimek zaprosił do współpracy artystów reprezentujących różne pokolenia i style, próbując pokazać ewolucję polskiej sceny rapowej na przestrzeni ostatnich dekad w symfonicznej aranżacji. Tego typu formuła, łącząca rap z pełną orkiestrą, wymaga jednak od zaproszonych gości zupełnie innych umiejętności niż standardowy, studyjny występ z podkładem.
Właśnie dlatego wypowiedź Jimka sprzed koncertu nabiera dziś dodatkowego znaczenia – pokazuje, że kompozytor był świadomy ryzyka związanego z niektórymi wyborami repertuarowymi, ale mimo to zdecydował się je utrzymać w finalnym programie wydarzenia. Czy wynikało to z zaufania do artystycznej odwagi Oskara, czy raczej z presji czasu i ograniczeń organizacyjnych – tego na razie nie wiadomo, a sam Jimek nie odniósł się jeszcze bezpośrednio do fali krytyki, jaka spadła na całe wydarzenie po jego zakończeniu.














